Walczę na trzeźwo
 Pomóc młodym
W służbie dzieciom
Świetlica wolna od narkotyków
Podręczniki dla najuboższych
Bilard z terapeutą
Internet zamiast prochów
Być kolegą
Miejsce otwarte dla każdego
Najpierw akcja, potem świetlica
Superman po kokainie
Coraz więcej przyjaciół


Pomóc młodym
Gazeta Wyborcza Opole - Sobota - Niedziela; 13 - 14 września 2003 roku.


         Wczoraj uroczyście otwarto Świetlicę Środowiskową dla dzieci i młodzieży przy ul. Niedziałkowskiego 9. Czynna będzie we wtorki i czwartki od 13 do 18. Każdy, kto tam przyjdzie, może liczyć na pomoc w nauce oraz na opiekę psychoterapeutyczną. W Świetlicy jest także internet, kuchnia, dwie łazienki, telewizja i stół do ping ponga. Jeśli ktoś chciałby wspomóc Świetlicę lub pomóc w jej pracy jako wolontariusz, może kontaktować się z kierownikiem Adamem Domaradzkim, nr tel. 604 791 746.

ROZMOWA z kierownikiem Świetlicy Środowiskowej przy Niedziałkowskiego.

Po traumie doświadczeń

AGNIESZKA JUKOWSKA: Powiedziałeś, że jeśli nic nie robisz dla ludzi, to umierasz za życia. Skąd ta refleksja?

ADAM DOMARADZKI: Do szóstego roku życia wychowywała mnie ulica. Potem trafiłem do domu dziecka. W wieku 12 lat zachorowałem na raka twarzy. Nie potrafiłem zaakceptować swego wyglądu, w zawodówce pojawił się alkohol, potem narkotyki twarde, od razu kompot. Nie umiem tamtych chwili ubrać w daty, bo mam dziurę w głowie. Wtedy tylko myślałem o działce, a nie o tym, co wczoraj czy jutro. Nie akceptowałem siebie, ale zrozumiałem to dopiero w Monarze. Trafiłem tam po detoksie z wrocławskiego szpitala. Bardzo się bałem Monaru, krążyły historie o ostrym rygorze, ogolonych głowach. Dziś wiem, że historie takie opowiadają ludzie, którzy nie skończyli leczenia. Mnie udało się w 1995 roku. Jednak przez ponad rok trwała praca nad moją samoakceptacją. Tłumaczono mi, że jeśli ktoś zwraca uwagę na to, jak wyglądam, to sam ma problem. Polubiłem ludzi, a oni mnie, takim jakim jestem. Potem zaproponowano mi pracę zaopatrzeniowca. Załatwiałem sponsorów, co tylko się dało. Z przyjaciółmi z Monaru przygotowaliśmy program walki z narkomanią, z którym jeździliśmy po szkołach. Odnalazłem Boga i Chrystusa. Nauczyłem się cierpliwości i miłości do ludzi.

A. J.: Czy twoje doświadczenia zadecydowały o tym, że postanowiłeś założyć Świetlicę?

A. D.:Chciałem najpierw założyć ośrodek dla narkomanów, ale nie udało się. Potem przyjaciel z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego zaproponował mi to pomieszczenie. Wtedy pojawił się pomysł na taką świetlicę. Nie żyję już dla siebie, a dla innych.

A. J.: Ostatnio też jeszcze dla kobiety.

A. D.: Tak, kilka dni temu ożeniłem się. Kasię poznałem właśnie na takich spotkaniach o narkomanii. Ona nigdy nie brała narkotyków, ale przyszła posłuchać. Wtedy zmarła jej dość bliska osoba. Rozmawialiśmy, chciałem tylko dodać jej otuchy. Zostawiłem swój numer telefonu i tak się zaczęło.

A. J.: Jakie masz plany?

A. D.:Jestem trochę wariatem, który ma co chwilę jakieś pomysły. Następny krok to kolejna świetlica.

  w górę


W służbie dzieciom
Nowa Trybuna Opolska - Poniedziałek; 15 wrzesień 2003 roku.


           

          Po trzech latach starań otworzono w Opolu Świetlicę Chrześcijańskiej Służby Charytatywnej przy ulicy Niedziałkowskiego.

          Od wtorku rozpoczynają się tam bezpłatne zajęcia dla młodzieży. Świetlicę od początku tworzył Adam Domaradzki, przed kilku laty podopieczny ośrodka Monar, potem jego pracownik. Pomieszczenia na działalność placówki przekazała Chrześcijańska Służba Charytatywna. Remont i urządzenie pokoi przeprowadzono tylko z pieniędzy i darowizn sponsorów. Dzięki ich wsparciu świetlica ma się także utrzymywać. W sumie jej przygotowanie kosztowało około 70 tysięcy złotych.

          - Świetlica będzie miejscem, gdzie młodzież ma w sposób interesujący spędzać czas - mówi Domaradzki. - Przeznaczona jest dla każdego młodego człowieka, a nie tylko tych, którzy mają problemy z uzależnieniami. Nie tworzymy tu drugiego Monaru - zapewnia Domaradzki.

          Od razu jednak zastrzega, że temat uzależnień i związane z nim problemy będą tam często poruszane. Swoją pomoc obiecali między innymi terapeuci Monaru. - Będziemy organizować im spotkania z młodzieżą, a także z rodzicami. Wielu dorosłych nie wie, w jaki sposób rozpoznać, czy dziecko zaczęło zażywać narkotyki - dodaje.

          W najbliższej przyszłości planuje się zorganizowanie w Świetlicy zajęć w ramach kółek zainteresowań, studenci wolontariusze będą udzielać korepetycji, a po pozyskaniu dalszych sponsorów świetlica będzie też organizować wycieczki dla swoich podopiecznych.

          Najważniejsze, aby młodzież przyszła do nas i określiła swoje potrzeby. Wówczas zdecydujemy, co w naszej działalności będzie najważniejsze - dodaje Domaradzki.

w górę


Świetlica wolna od narkotyków


               

O dwa miesiące przesunięto termin uruchomienia monarowskiej Świetlicy Środowiskowej dla młodzieży

Placówka mieści się w Opolu przy ulicy Niedziałkowskiego. Początkowo jej otwarcie zaplanowano na początek września. Przedłużyło się jednak gromadzenie materiałów budowlanych potrzebnych do remontu. Odnowienia wymaga ponad 150 metrów kwadratowych pomieszczeń. Świetlica powstaje wyłącznie dzięki pomocy sponsorów.

- Mieszkańcy pozostałej części kamienicy początkowo bardzo chłodno przyjęli pomysł organizacji świetlicy - mówi Adam Domaradzki, organizator przedsięwzięcia. - Bali się, że w ich sąsiedztwie będą spotykać się narkomanii lub osoby pijane. Wytłumaczyliśmy, że Świetlica będzie miejscem "czystym". Jeżeli nawet narkoman przyjdzie do niej, to żadnych narkotyków nie dostanie. Mieszkańców przekonała ta argumentacja. Wszyscy podpisali się pod zgodą na otwarcie placówki - dodaje.

Świetlica otworzona zostanie na początku listopada. Przeznaczona jest dla młodzieży starszej (od 16 do 22 lat). Z założenia nie będzie miejscem spotkań młodzieży, która ma problemy z uzależnieniami. Może przyjść tam każdy. Organizatorzy chcą, aby stała się one miejscem, w którym modne jest niebranie narkotyków. Mimo tych założeń świetlicę odwiedzać będą terapeuci Monaru oraz psycholog.

- Chcemy rozwijać zainteresowania młodzieży, zarówno sportowe, jak i artystyczne. Planujemy organizowanie zawodów, a także warsztatów teatralnych - wylicza Adam Domaradzki.

Udało mu się pozyskać wielu sponsorów, którzy pomagają w urządzeniu i remoncie placówki. Same pomieszczenia udostępnił Kościół Adwentystów Dnia Siódmego.

Sponsorzy, oprócz materiałów budowlanych, podarowali Świetlicy stoły bilardowy i pingpongowy, telewizor, wideo. Jedna z opolskich firm obiecała także komputer, inna drukarkę.

- Większość potrzebnych do remontu materiałów już zgromadziliśmy. Urząd miasta zaakceptował projekt Świetlicy. Szukamy nadal pomocy u budowlańców wolontariuszy, którzy mogliby nam pomóc w remoncie pomieszczeń. Być może dzięki naszej Świetlicy w przyszłości powstawać będą w Opolu podobne - kończy Adam Domaradzki.

w górę
Robert LODZIŃSKI


Podręczniki dla najuboższych


Monarowska Świetlica Środowiskowa przy ulicy Niedziałkowskiego w Opolu organizuje akcję zbiórki podręczników szkolnych.

Placówka oficjalnie nie rozpoczęła jeszcze swojej działalności (niedawno informowaliśmy o przygotowaniach do otwarcia jej siedziby), jednak twórca Świetlicy, Adam Domaradzki, postanowił zorganizować zbiórkę przed zbliżającym się rokiem szkolnym.

- Podręczników szukamy przede wszystkim u sprzedawców. Na naszą akcję odpowiedziała już księgarnia "Nowa", która przekazała podręczniki dla klas I-III wartości 2,6 tysięcy złotych - informuje.

Zgromadzone podręczniki trafi± do opolskich szkół. Tam nauczyciele rozdysponują je wśród dzieci z najuboższych rodzin. Świetlica zbiera także zeszyty i inne przybory szkolne. Wszyscy, którzy chcieliby przyłączyć się do akcji, mogą kontaktować się z Adamem Domaradzkim: nr tel. 0604 791 746

w górę
Robert LODZIŃSKI

Bilard z terapeutą
Chcą stworzyć modę na niebranie


Kończą się przygotowania do uruchomienia Świetlicy terapeutycznej dla młodzieży.

Placówka mieści się w Opolu przy ulicy Niedziałkowskiego. Jej otwarcie zaplanowano na początek września. Świetlica przeznaczona będzie dla tzw. starszej młodzieży (od 16 do 22 lat). - Obecnie wśród młodych ludzi panuje moda na "branie". Chcielibyśmy natomiast, aby Świetlica stała się miejscem, gdzie w modzie jest "niebranie" narkotyków - mówi Roman Piniaś, kierownik ośrodka "Monar" w Zbirsku pod Opolem.

Organizacja Świetlicy wynika z potrzeb, które od dłuższego czasu obserwujemy. Zbyt mało jest jeszcze miejsc, do których może przyjść młodzież. W ciągłej pogoni dorosłych za pieniądzem młodzi ludzie są zostawiani samym sobie - dodaje.

W Świetlicy pracować będą między innymi terapeuci Monaru. - Przyjść do nas może jednak każdy, nie tylko osoby, które potrzebują pomocy terapeuty. Świetlica ma być miejscem, w którym można będzie ciekawie spędzić czas - zapewnia Adam Domaradzki, pomysłodawca utworzenia placówki i jej kierownik.

Udało mu się pozyskać wielu sponsorów, którzy pomagają w urządzeniu i remoncie placówki. Jej pomieszczenia udostępnił Kościół Adwentystów Dnia Siódmego. - Jestem ogromnie zaskoczony życzliwością wielu firm. Okazało się, że na początku działalności mamy już wielu przyjaciół - mówi Adam Domaradzki. Sponsorzy zakupili już stół bilardowy i pingpongowy. Świetlica otrzymała także wiele materiałów budowlanych, dzięki czemu możliwy jest remont pomieszczeń.

- Oprócz terapeutów, pracować będą u nas wolontariusze z Uniwersytetu Opolskiego. Młodzież będzie mogła liczyć na ich pomoc w nauce - mówi Domaradzki.

- Takich miejsc jak ta Świetlica jest bardzo niewiele. Sam pomysł uważam za doskonały, dlatego postanowiłem pomóc w jej organizacji. Na razie ufundowałem stół pingpongowy, ale na tym nie zaczyna się ani nie kończy moja współpraca z Monarem. W przyszłości można pomyśleć o zorganizowaniu tu kawiarenki internetowej - mówi Leszek Kośniewski, przedsiębiorca z Opola i jeden z przyjaciół Świetlicy.

w górę
Robert LODZIŃSKI

Internet zamiast prochów
POMOGĄ ROZWIĄZYWAĆ PROBLEMY ŻYCIOWE I SZKOLNE


Rozpoczęto prace budowlane w siedzibie przyszłej Świetlicy terapeutycznej przy ulicy Niedziałkowskiego w Opolu.

Świetlicę organizuje Monar wspólnie z Chrześcijańską Służbą Charytatywną. Zajęcia tam organizowane mają odciągać młodzież od narkotyków i alkoholu. Świetlica ma także pomagać uczniom znajdującym się w trudnej sytuacji rodzinnej. Cały obiekt przygotowywany jest w całości dzięki finansowemu wsparciu sponsorów. Pierwotnie planowano otworzyć go już w zeszłym roku. Na przeszkodzie stanęły jednak problemy techniczne.

- W ubiegłym roku nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak wiele projektów technicznych trzeba przygotować, aby otworzyć Świetlicę. Wydawało nam się, że otworzymy ją w ciągu kilku miesięcy - mówi Adam Domaradzki, kierownik placówki. - Teraz zmierzamy już do zakończenia prac. Świetlica zacznie działać po rozpoczęciu roku szkolnego. Wcześniej nie ma sensu. Młodzież nie przyjdzie do nas podczas wakacji - dodaje.

Świetlica przede wszystkim ma być propozycją dla młodzieży borykającej się z przeróżnymi kłopotami. - Osoby mające problemy z narkotykami skorzystać będą mogły z porady terapeutów Monaru. Dyżurować będzie u nas także psycholog - informuje Domaradzki.

W Świetlicy znajdzie się bilard, stół pingpongowy, internet, sprzęt stereo i wideo.

- Jeżeli ktoś nie będzie miał żadnych problemów, również może do nas przyjść. Świetlica ma być miejscem, gdzie można ciekawie spędzić czas. Aby odciągnąć młodzież od narkotyków, najpierw musimy jej zaproponować coś w zamian. Stąd choćby i internet - dodaje Adam Domaradzki.

Zamierza on także zapraszać do Świetlicy ludzi, którzy będą pomagać młodszym kolegom w nauce. Podopieczni placówki będą także wspólnie organizować akcje charytatywne.

Przy remoncie pracuje w tej chwili ekipa budowlana złożona głównie z podopiecznych opolskiego Monaru. - Dzięki wielu ludziom dobrej woli udało nam się zgromadzić wszystkie potrzebne materiały budowlane. W ciągu dwóch, trzech tygodni powinniśmy wykończyć wnętrza. Pozostanie nam potem wymiana instalacji centralnego ogrzewania i gazowej - mówi kierownik Świetlicy.

Jedynym problemem pozostaje brak urządzeń wentylacyjnych koniecznych do uzyskania odbioru technicznego Świetlicy. - Potrzeba na to około 10 tysięcy złotych. Cały czas liczymy na sponsorów, którzy pomogą nam uporać się z tym ostatnim już problemem. Bez tego Świetlicy nie możemy otworzyć - kończy Adam Domaradzki.

w górę
Robert LODZIŃSKI

Być kolegą
NAJPIERW MUSZĄ PRZEKONAĆ PEDAGOGÓW SZKOLNYCH


Wolontariusze opolskiej Świetlicy terapeutycznej chcą wejść w środowiska szkolne.
Aby ten projekt się udał, musimy spotkać się ze szkolnymi pedagogami - mówi Robert Humski, terapeuta Monaru, jeden z organizatorów przedsięwzięcia. - Oni przede wszystkim mogą ułatwić nam kontakt z takimi uczniami i jednocześnie muszą zrozumieć, że nie zamierzamy przeszkadzać im w ich działalności zawodowej - tłumaczy terapeuta.

Takie spotkanie zostanie zorganizowane 7 stycznia przyszłego roku w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego w Opolu. Na razie chęć uczestniczenia w akcji zgłosiło kilkunastu opolskich studentów i studentek. - Będą działać jak starsi koledzy, nie zmuszając nikogo do niczego - mówi Humski.

Wolontariusze będą również organizować pomoc materialna dla uczniów z rodzin najbiedniejszych lub pochodzących z rodzin patologicznych.

- Nie wiemy, czy akcja się powiedzie, aby to jednak sprawdzić, musimy spróbować. Jeżeli nasze zaproszenie przyjmie choćby jeden pedagog szkolny, będzie to dobry początek.

Do czasu odremontowania siedziby Świetlicy terapeutycznej przy ulicy Niedziałkowskiego jej wolontariusze będą się spotykać w każdy poniedziałek o godz. 17 w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego.

w górę
Robert LODZIŃSKI

Miejsce otwarte dla każdego
KONKURENCJA DLA ALKOHOLU I NARKOTYKÓW


Za kilka miesięcy na wyspie Pasieka powstanie Świetlica terapeutyczna dla młodzieży zagrożonej uzależnieniami.

Autorem pomysłu na utworzenie pierwszego tego typu ośrodka w Opolu jest Adam Domaradzki, wolontariusz ośrodka "Monar" w Zbicku. - Będzie to miejsce wspólnych spotkań, otwarte dla każdego, kto chce ciekawie spędzić wolny czas. Szczególnie zależy nam na osobach, które miały do czynienia z narkotykami, alkoholem i innymi używkami - wyjaśnia pomysłodawca.

Miejsce na Świetlicę udostępniła Chrześcijańska Służba Charytatywna. - Od dawna planowaliśmy utworzenie takich punktów dla młodzieży zagrożonej patologiami w różnych miastach. Zaczynamy od Opola, bo dysponujemy odpowiednim lokalem. Poza tym darzymy to miasto szczególnym sentymentem. Tutaj rozpoczęliśmy naszą działalność cztery lata temu, podczas powodzi - wyjaśnia Helena Gerke, sekretarz ChSCh.

Prowadzenie ośrodka podjęli się nieodpłatnie terapeuci ze Zbicka oraz opolscy studenci i młodzież szkół średnich. Znaleźli się już również pierwsi ofiarodawcy, którzy przekazali na rzecz świetlicy stół bilardowy, telewizor, wideo i aparat fotograficzny. - Program zajęć będzie dostosowany do potrzeb osób, które trafią do ośrodka. Zobaczymy, kto do nas przyjdzie i czego będzie od nas oczekiwał. Planujemy zapraszać ciekawych ludzi, organizować spotkania poświęcone używkom - mówił Tadeusz Mencwał, student pedagogiki, wolontariusz.

Na razie organizatorzy czynią starania o pozyskanie sponsorów na adaptację pawilonu. Prawie dwustumetrowa powierzchnia zostanie podzielona na pomieszczenia terapeutyczne, salę rekreacyjną, gdzie stanie stół do bilarda i ping-ponga, oraz salę telewizyjną. - Wiem już, że możemy liczyć na pomoc od firm Gaja i TechTrade Poland. Budynek wymaga dużych nakładów, ale liczę, że jesienią dokonamy uroczystego otwarcia. Wkrótce zrobi się ciepło i młodzi ludzie będą poszukiwali zajęcia. Chciałbym, żeby Świetlica była alternatywą dla osób, które próbowały już eksperymentów z narkotykami i alkoholem - mówi Adam Domaradzki.

w górę
Edyta HANKSZE

Najpierw akcja, potem Świetlica
POMAGAJĄ INNYM, NIE MAJĄC JESZCZE WŁASNEGO KĄTA


Remont siedziby rozpoczną lada dzień. Już teraz jednak pomagają najuboższym.

Wolontariusze, o których mowa, są związani ze Świetlicą terapeutyczną przy ulicy Niedziałkowskiego w Opolu, która na razie oficjalnie nie rozpoczęła swojej działalności. Na przeszkodzie stoi przedłużający się remont jej pomieszczeń. - Trwa to tak długo, ponieważ na zakup wszystkich materiałów budowlanych oraz wykonanie projektu, musieliśmy znaleźć sponsorów - tłumaczy Adam Domaradzki.

- Niebawem rozpoczynamy prace remontowe. Wiosną przyszłego roku zorganizujemy uroczyste otwarcie. Brak własnego lokalu nie przeszkadza nam w prowadzeniu akcji charytatywnej - dodaje.

Do pracy w Świetlicy zgłosiło się już 15 studentów - wolontariuszy. Na razie uczestniczą oni w poszukiwaniu sponsorów, a po otwarciu będą pomagać w nauce uczniom odwiedzających Świetlicę - zapewnia Adam Domaradzki z opolskiego Monaru.

Otwarcie Świetlicy to pomysł Chrześcijańskiej Służby Charytatywnej i Monaru. Placówka ma organizować czas wolny młodzieży zagrożonej narkomani±.

Wolontariusze na razie zbierają informacje o rodzinach znajdujących się w bardzo trudnej sytuacji finansowej a potem poszukują dla nich sponsorów.

- Otrzymaliśmy pierwsze pary obuwia, które natychmiast przekazaliśmy dzieciom z ubogich rodzin. Przed świętami zamierzamy zdobyć znacznie więcej upominków - zapewnia Adam Domaradzki.

Wszyscy, którzy chcieliby pomóc w akcji prowadzonej przez wolontariuszy Świetlicy, mogą kontaktować się pod numerem tel. 604 791 746. Mile widziane są również informacje o rodzinach, którym w te święta należy pomóc.

w górę
Robert LODZIŃSKI

Superman po kokainie


Wczoraj w Opolu odbyło się spotkanie poświęcone narkomanii, prowadzone przez terapeutów i wolontariuszy z ośrodka "Monaru".

Sala Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego była wypełniona. Na spotkanie przybyli nauczyciele i uczniowie, pedagodzy i opiekunowie placówek.

- Problem narkomanii dotyczy każdego. Narkotyk może uzależnić już po pierwszym razie. Po wielu z tych, którzy zaczęli pozostało już tylko wspomnienie. Wszystkim, którzy biorą, wydaje się, że są supermanami. Tak naprawdę są przegrani - mówił Robert Humski, terapeuta.

Z sali padały pytania dotyczące legalizacji miękkich narkotyków, sposobów zapobiegania braniu narkotyków, potrzeby organizowania spotkań z rodzicami i nauczycielami. - Rodzice najczęściej wychodzą z założenia, że wszystko wiedzą i nie chcą być pouczani. Jesteśmy otwarci na współpracę. Chętnie przyjmiemy każde zaproszenie z województwa - mówił Adam Domaradzki, wolontariusz ze Zbicka.

W organizację spotkania zaangażowały się opolskie firmy. Janas & Lach Reklama opracowała projekt plakatu. Atabajt ofiarował papier do drukarki, a ksero wykonała firma pana Piotra Biechtiara.

w górę
EDH

Coraz więcej przyjaciół
POMAGAJĄ SWOIM KOLEGOM


Ruszyła akcja pomocy dla młodzieży zorganizowana przez Świetlicę terapeutyczną przy ulicy Niedziałkowskiego w Opolu.

Szczegóły działania ustalono na spotkaniu w opolskim Kościele Adwentystów Dnia Siódmego. Akcja ma proste przesłanie: młodzi ludzie pomagają swoim kolegom.

- Pomoc może mieć bardzo różny charakter - mówi Robert Humski, terapeuta Monaru i jeden z organizatorów Świetlicy. - Od terapii dla osób uzależnionych po organizację pomocy materialnej dla uczniów z najuboższych rodzin.

Aby przedsięwzięcie mogło się udać, konieczna jest pomoc pedagogów szkolnych. Organizatorzy Świetlicy zaprosili ich na poniedziałkowe spotkanie.

- Spotkaliśmy się z pedagogami w gimnazjum nr 6 i Zespołu Szkół Ekonomicznych. Współpracę zaczynamy właściwie od zaraz - zapewnia Robert Humski.

Pedagodzy ułatwią wolontariuszom kontakt z uczniami potrzebującymi pomocy. W przyszłym tygodniu w zespole Szkół Ekonomicznych odbędzie się pierwsze spotkanie z terapeutami Monaru, którzy porozmawiają z uczniami o problemach uzależnień.

- Nie chcielibyśmy, aby na samym początku nasza akcja osiągnęła duże rozmiary. Na razie zamierzamy pomóc kilku osobom. Na większą skalę zaczniemy działać dopiero po zakończeniu remontu naszej siedziby przy ulicy Niedziałkowskiego. Jej otwarcie zaplanowaliśmy na wiosnę - mówi Robert Humski.

Ze Świetlicą chcą także współpracować studenci Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji. Na początku roku zorganizowali oni zbiórkę darów dla ośrodka Monaru, zapowiedzieli też, że w przyszłości w ten sam sposób pomagać będą podopiecznym Świetlicy.

Wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób chcieliby wspomóc akcję, proszeni są o kontakt telefoniczny pod numer 604 791 746

w górę
Robert LODZIŃSKI

WALCZĘ NA TRZEŹWO


"Boże pozwól mi
nie myśleć o bólu
Ale myśleć o twojej miłości,
bo Ona przeniesie mnie poza ból."

Adam Domaradzki

Dla Adama Domaradzkiego świetlica środowiskowa GARAŻ jest najważniejsza w życiu. Dzięki niej nie myśli o narkotykach i chorobie.

Adam nawet leząc w łóżku w łódzkim szpitalu dzwoni do sponsorów w Opolu.

- Nie myślę o chorobie, tylko o świetlicy - mówi. - Trzeba zdobyć pieniądze na czynsz, na ogrzewanie. Staramy się o pomoc z programu przeciwdziałania alkoholizmowi. Świetlica działa przecież tylko dzięki darczyńcom ...

Telefonuję pomiędzy kolejnymi chemioterapiami, który będzie przechodził w najbliższe pół roku. Jak tylko czuje się lepiej, przyjeżdża do Zduńskiej Woli, gdzie mieszka, do Opola. To już piąty nawrót choroby nowotworowej, ale Adam się nie poddaje. Nie ukrywał, że był narkomanem.

"Garaż", to jego oczko w głowie. Założył świetlicę cztery lata temu. Planował jej stworzenie jeszcze podczas terapii w ośrodku Monar w Zbicku pod Opolem.

- Wiem, co narkotyki zrobiły ze mną i chcę moim przykładem przestrzegać innych, a świetlica ma mi w tym pomóc - zapowiadał.

Zdobywał u sponsorów pieniądze na projekt, szukał wykonawców, którzy przebudują garaż przy ul. Niedziałowskiego w Opolu. Znalazł fachowców do wykończenia wnętrz. Wszystko zrobili za darmo. Świetlica miała być miejscem, w którym młodzież spędza bezpiecznie godziny po szkole, zamiast wałęsać się po mieście.

- Organizujemy im czas, pomagamy w odrabianiu lekcji, przygotowujemy spotkania z psychologami. Odciągamy ich w ten sposób od narkotyków - mówi Adam.

W "Garażu" czas spędzają głównie dzieci z Pasieki. Zajmują się nimi studenci - wolontariusze. Jest tam bilard, stół pingpongowy, w czasie wakacji dzieci przychodzą tutaj na całe dnie. Organizowane są dla nich zajęcia i wycieczki. Świetlica organizowała zbiórki darów oraz koncerty przeciwko narkomanii.

- Praca dla innych to sens życia - mówi Adam - To daje mi prawdziwą energię.

Domaradzki nigdy nie ukrywał, że był narkomanem.

- Brałem wszystko - przyznaje. Prawdopodobnie już by nie żył, gdyby w 1995 roku nie trafił do ośrodka Monaru w Zbicku pod Opolem.

Walkę z narkotykami wygrał wiele lat temu, ale jeszcze długo walczył z nowotworem.

- Pierwszy raz zachorowałem, gdy miałem 13 lat - mówi - Nowotwór twarzy sprawił, że w 1971 roku przeszedłem skomplikowaną operację. Straciłem oko, miałem zdeformowany policzek - opowiada dzisiaj.

Kotański mówił: Dajmy siebie innym

Efektem operacji był także specyficzny, bardzo nosowy sposób mówienia. Trzynastolatkowi, wychowankowi domu dziecka w Brzesku, zaaplikowano wówczas silne środki antydepresyjne, od których się uzależnił.

- Od tego zaczęła się tragedia. Po operacji nie akceptowałem siebie. Kilka lat później w szkole zawodowej w Krakowie zacząłem uzależniać się od alkoholu. Koledzy lubili mnie, bo piłem jak oni, więc piłem jeszcze więcej. Potem, już pracując jako elektryk, urządzałem w swoim mieszkaniu alkoholowe imprezy i pogrążałem się coraz bardziej - dodaje.

Nawrót choroby nowotworowej przyszedł w 1987 roku. Lekarze wykryli u niego nowotwór jelita grubego. Usunięto wówczas fragment jelita. Zaaplikowano silne środki przeciwbólowe.

- Ale za nimi poszły już narkotyki. Nie chcę mówić, jakie, żeby ich nie promować, ale znowu było wszystko, co możliwe - mówi wprost. - W 1995 roku stwierdziłem, że będzie ze mną koniec, jeśli nie poszukam pomocy. Przyjechałem do Monaru w Zbicku i tu otworzyli mi oczy. Po raz pierwszy znalazłem się w miejscu, w którym zaakceptowano mnie takim, jakim jestem. Krok po kroku terapeuci nauczyli mnie wiary w siebie samego.

To właśnie w Zbicku olśniły go słowa Marka Kotańskiego.- Mówił, żeby dać siebie innym. Do mnie to trafiło. Po terapii zostałem w Monarze, pracowałem jako zaopatrzeniowiec. Pracowałem w końcu dla innych. Tam też nauczyłem się zdobywać sponsorów. Przydało się przy organizowaniu świetlicy.

Kolejny nawrót choroby przyszedł w 2003 roku, a potem znów w 2006. Przeszedł kolejne operacje jelita grubego.

- Ale wtedy miałem obok siebie bliskich ludzi, którzy mnie wspierali. Najwięcej sił dodawała mi żona, byli też przyjaciele ze świetlicy i Monaru. Wcześniej leczenie kończyło się uzależnieniem, teraz walczę na trzeźwo - dodaje.

Nigdy nie będziesz sam.

Kiedy w ubiegłym roku pojawiły się znów niepokojące bule brzucha, przekonał się, że w ciągu ostatnich czterech lat spotkał prawdziwych przyjaciół.

- Od jednego z nich dostałem nawet 4,5 tysiąca złotych na skomplikowane badania. To mi pokazało, że nie jestem sam.

Badania jednak wykazały koleny nawrót nowotworu jelit. Teraz Domaradzki przechodzi kolejną terapię w szpitalu w Łodzi.

- Adam tyle razy przechodził przez zakręty życiowe, tyle razy wydawało mu się, że się nie podniesie... Potem jednak zawsze wstawał. Teraz też tak będzie - zapewnia Roman Kulej, terapeuta w ośrodkach Monaru w Zbicku i Graczach, który przed laty wyciągał Domaradzkiego z narkomanii.

- Planowaliśmy kiedyś wspólnie zorganizować ośrodek dla osób, którym się w życiu nie powiodło. Taki azyl, gdzie moglibyśmy znaleźć bezpieczne schronienie. To Adam zaraził mnie tym pomysłem. Być może kiedyś jeszcze się uda nam to zrealizować - dodaje terapeuta.

Nie ma on jednak wątpliwości: Domaradzki czerpie swoją siłę z pomagania innym.

- To styl działania zaszczepiony jeszcze w Monarze i pozostanie mu na całe życie. Dla niego nie ma już innej drogi - mówi Kulej.

O pomyśle Adama na nowy ośrodek wie także Jan Pawlak, dyrektor Chrześcijańskiej Służby Charytatywnej. Pod egidą ChSCh działa stworzona przez Domaradzkiego świetlica "Garaż".

- Na razie jednak Adam musi zwolnić, zadbać o zdrowie. Dlatego nowy projekt odkładamy w czasie - stwierdza. - Ale nie dziwię się jak za kilka miesięcy, kiedy poczuje się lepiej zadzwoni z informacją, że zaczyna organizować ośrodek.

A może by tak bilard ...

Doramaradzki już snuje plany na przyszłość. - W świetlicy przydałby się bilard, marzy mi się też mała sala gimnastyczna - wylicza. - Wierzę, że wrócę do zdrowia, znów pokonam raka, bo mam jeszcze wiele do zrobienia.

Przed świętami zdecydowałem ze współpracownikami, że na krótki okres zamykają świetlicę. Ale jak zdobędziemy pieniądze, znów ją otworzymy - mówią.

Adam przyznaje, że szukanie sponsorów z łóżka szpitalnego nie jest łatwie.

- Jak skończę terapię, wracam do normalnej pracy - zapowiada. - Miałem przed ostatnim nawrotem choroby chwile zwątpienia. Chciałem to wszystko rzucić i zająć się tylko własnym zdrowiem. Ale wtedy myślałem tylk o chorobie. To w niczym nie pomaga. Postanowiłem więc nie rezygnować ze świetlicy.

Według niego najlepszym w walce z nowotworem jest optymizm i wiara w Boga (Domaradzki jest członkiem Kościoła Adwentystów).

- Każdy kolejny dzień jest dla mnie nagrodą, a wiara w Boga sprawia, że widzę szansę na pokonanie choroby. W końcu udało mi się to już kilka razy - stwierdza.


Artykuł ukazał się w Nowej Trybunie Opolskiej (sobota-niedziela, 5-6 stycznia 2008r) w dziale Pasje na str.17
Kontakt z Adamem Domaradzkim: tel. kom: +48 604 791 746, e-mail: garaz@chsch.org.pl
Autor artykułu: Robert Lodziński tel 077 44 32 594

w górę